Po wielogodzinnej podróży z Krakowa do Poznania(zresztą przez Gliwice :) ) w okolicach godziny 22 dotarłyśmy do noclegowni.To znaczy nowoczesnego mieszkanka Gosi i Łukasza,czyli cioci Marii. Już od pierwszych chwil zostałyśmy ugoszczone herbatką,która stała się motywem przewodnim naszych poznańskich dni :) Jeszcze przez kilka godzin siedząc wspólnie nad mapą Poznania otrzymałyśmy wiele wskazówek,porad i propozycji co zwiedzać,gdzie warto się wybrać. Od razu złapaliśmy dobry kontakt,ze względu na równie podróżnicze i niespokojne dusze co nasze no i zamiłowanie do herbaty :)Zaczęło się miło,jednak czar prysł rankiem następnego dnia.Otóż obudziłam się z okropnym skurczem w karku, który nie pozwalał mi poruszać głową w żadną stronę, jednak dzięki (wielogodzinnym !) masażom Marii, piekącym plastrom rozgrzewającym i maściom po kilku dniach było tylko się z czego śmiać. ;)Pierwszego dnia postawiłyśmy na ścisłe centrum miasta, byłyśmy oczywiście na rynku i starym miescie,jednak mialysmy przez moja szyje spory poslizg, kiedy dotarlysmy do Muzeum Narodowego było już zamknięte.Ja nie czułam się najlepiej,więc poszłyśmy jeszcze tylko w kilka miejsc,m. in. do tzw. poznańskiej fary Następnego dnia palmiarnia,pyszny obiad w tawernie greckiej,a potem muzeum, które swoim ogromem sprawiło, że padałyśmy z nóg, po schodzeniu może połowy powierzchni...Snując się po kolejnych salach, powoli rezygnując z oglądania obrazów i marząc tylko o odpoczynku dostajemy telefon od Łukasza 'Chcecie jechać na wycieczkę?' Wiele się nie zastanawiając, nie zważając na zmęczenie wychodzimy z muzeum i lecimy na umówione miejsce spotkania.